Andora. Przystanek w Pirenejach między Francją a Hiszpanią

Andora

W Andorze spędziliśmy niespełna 24 godziny. Postój był krótki, ale pamiętny.

Do Andory ruszyliśmy z Carcassonne. Tam zwiedziliśmy największe zachowane od średniowiecza miasto, zjedliśmy wspaniały obiad (francuska kuchnia – wiadomo) i ruszyliśmy w Pireneje. Od Andory dzieliły nas trzy godziny jazdy tym bardziej wyczekiwanej, że żadne z nas nie było wcześniej w tych górach. A ja w dodatku naczytałam się wcześniej kryminałów Bernarda Miniera – akcja dwóch dzieje się właśnie w Pirenejach. I może skojarzenia z mroczną atmosferą tych książek sprawiły, że góry wydały mi się groźne i zrobiły na mnie większe wrażenie niż Alpy.

Pireneje
Pireneje (fot. Autowyprawa.pl)

Choć na tej ławeczce – nie powiem – posiedziałabym sobie.

Pireneje
Pireneje (fot. Autowprawa.pl)

Przejazd do Andory miał być rekreacyjno-krajoznawczy, ale w pewnym momencie okazało się, że droga wskazywana przez nawigację jest zamknięta. Nawigacja sugerowała, żebyśmy zawrócili. To był jeden z nielicznych momentów, w których jej nie posłuchaliśmy, tylko pojechaliśmy trasą sugerowaną przez znaki drogowe jako objazd. Dojechaliśmy do celu, ale były chwile zwątpienia, kiedy – już na dość dużej wysokości – pojawiła się mgła.

Nie dość, że nie mogliśmy podziwiać widoków (domyślam się, że były piękne), to jeszcze kierowca w tych warunkach nie miał lekko.  Mgła była gęsta i bardzo ograniczała widoczność. No i temperatura. Termometr samochodowy wskazywał ledwie 3 stopnie powyżej zera. A przecież 24 godziny wcześniej przy około 26-28 stopniach popijaliśmy zimnie trunki na plaży pod Saint Tropez :D. A później, siedząc na tarasie naszego domku, wybieraliśmy nocleg w Andorze na Booking.com.

Na co się zdecydowaliśmy i dlaczego? Zależało nam na taniej miejscówce (we Francji „puściliśmy” trochę pieniędzy nadprogramowo) z miejscem parkingowym. Chcieliśmy nocować blisko sklepów, żeby móc zrobić na szybko zakupy – zależało nam na perfumach, które mogliśmy tu kupić taniej, bo bez cła. Wydawało się, że te warunki spełnia Hotel Valmar. 54 euro za 3-osobowy pokój to dobra cena. No i jeszcze miał być parking – wtedy (we wrześniu 2015 roku) na stronie hotelu w Booking.com była informacja, że jest możliwość zaparkowania samochodu. Mogliśmy jeszcze wybrać piętro, więc postanowiliśmy zaklepać pokój możliwie wysoko, bodajże na 5. piętrze, żeby podziwiać widoki. Zapamiętajcie wstawkę o tych widokach, bo potem będzie śmiesznie.

W Andorze

Ale po kolei. Andora przywitała nas ładną pogodą, choć było chłodno. Ale przecież dookoła mieliśmy Pireneje. Powietrze więc było orzeźwiające, słońce świeciło, góry rzucały cień, a my wyobrażaliśmy sobie, jak tu musi być pięknie zimą, w sezonie narciarskim.

Andora
Andora (fot. Autowyprawa.pl)

Żeby poszukać naszego hotelu, który mieścił się przy deptaku, zostawiliśmy samochód na płatnym parkingu. Bezpłatnych miejsc nie udało się nam znaleźć, a postawiliśmy sobie za punkt honoru, że nie przywieziemy z wakacji mandatu w euro. W hotelu, który znaleźliśmy się dość szybko dzięki pomocy policjanta, okazało się, że nie ma wolnych miejsc parkingowych dla gości. Po prostu nie mamy i co nam zrobicie? Samochód został więc na parkingu, za który zapłaciliśmy na drugi dzień rano około 8 euro, więc nie było źle.

Kiedy weszliśmy do pokoju i postanowiliśmy sprawdzić, co widać przez drzwi balkonowe, zobaczyliśmy to:

Andora hotel
Andora – widok z hotelowego pokoju (fot. Autowyprawa.pl)

Weźmy pokój na 5. piętrze – mówili. Będzie ładny widok – mówili :D.

Wystrój pokoju był mniej więcej w moim wieku. Podobnie łazienka. Ale choć sprzęty były wysłużone, wszędzie było czysto. No i działało Wi-Fi. Kupiliśmy więc wino w pobliskim sklepie, do tego korkociąg, bo nasz dyżurny został w samochodzie, i spędziliśmy w tym dziwnym miejscu w sumie przyjemny wieczór. Jeśli jednak jeszcze kiedykolwiek będę nocować w Andorze, specjalnie zapytam o widok z okna. Bo widok to jednak podstawa. Zdarzało się nawet, że był decydującym argumentem przy wyborze noclegu.

Co dalej z Andorą? Rano kupiliśmy perfumy i ruszyliśmy w dalszą drogę – celem była hiszpańska Urda. Nie zrobiliśmy większych zakupów, bo około 9.00 rano większość sklepów była jeszcze pozamykana. Andorczycy wydają się wyluzowanym narodem i nie chce im się za wcześnie wstawać. Nawet McDonald’s otwiera się tam dopiero w południe. I słusznie.

Polub nas na FB
www.facebook.com/autowyprawa/
0

2 thoughts on “Andora. Przystanek w Pirenejach między Francją a Hiszpanią

  1. Jedźcie do Carcassonne, to będzie super wycieczka dla najmłodszego uczestnika 🙂 Zamek i całe fortyfikacje są obłędne. Napiszę o nich na pewno. Co do widoku – tak, nigdy go nie zapomnę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *