Jezioro Como. Pierwszy nocleg w Dorio – cena nas skusiła

Jezioro Como (fot. autowyprawa.pl)

Pierwszy nocleg w pierwszej samochodowej podróży po Europie to wielkie wydarzenie. Popełniamy pierwsze błędy, po raz pierwszy się zachwycamy. Jest czym. Przecież przyjechaliśmy nad jezioro Como! Ale rozczarowania też są pierwsze.

Spośród różnych lokalizacji nad jeziorem Como miejscowość Dorio wybraliśmy nie dlatego, że chcieliśmy akurat tam coś zobaczyć, ale z powodów czysto finansowych. Powiedzmy sobie szczerze: 60 euro za trzy osoby – w tym miejsce parkingowe i śniadanie – to dobra cena. Mówimy przecież nie o byle kałuży, ale o jeziorze Como. To tu kręcony były przygody Jamesa Bonda – a konkretnie „Casino Royale” – oraz „Gwiezdne Wojny, część II: Atak klonów” . To tu domy mają – podobno –  Angelina Jolie i Brad Pitt, Madonna, a także George Cloney.

Samo jezioro jest piękne absolutnie. Nie ma co opowiadać, lepiej popatrzeć.

Jezioro Como1
Jezioro Como (fot. autowyprawa.pl)

Człowiek jeszcze nie do końca doszedł do siebie po przejeździe przez Alpy, a tu takie coś.

Skoro więc było tak wspaniale, dlaczego piszę o błędach i rozczarowaniach? Po kolei.

Jak trafić do Villa Cristina?

Kiedy wybierałam miejsce noclegowe, założyłam, że skoro na mapie widać, że jest ono niedaleko drogi biegnącej nad jeziorem, to łatwo będzie tam trafić. Takie założenie było błędem. Uliczki Dorio tak się zabawnie wiją, że dla kogoś, kto nie jest tubylcem, odnalezienie konkretnego miejsca jest wyzwaniem. Szczerze? To była masakra. Jedna ulica przechodziła w drugą, inna miała kilka rozwidleń, jeszcze innej nie można było znaleźć. Pomagali nam miejscowi, ale i to nie wystarczyło. Odpaliliśmy w końcu Internet w telefonie i dzięki temu trafiliśmy do naszej gospodyni w obiekcie o nazwie Villa Cristina.

Okazało się, że nie ma możliwości wcześniejszego zameldowania się i musimy czekać do godziny 15.30. Nie mam o to żalu – absolutnie. Mogłam pomyśleć o tym wcześniej. Niemniej jednak zmęczeni (noc praktycznie bez snu), głodni i spoceni,  w ciuchach „z wczoraj”, musieliśmy jakoś do tej 15.30 wytrzymać.

Jezioro Como (fot. autowyprawa.pl)
Jezioro Como (fot. autowyprawa.pl)

To może kawa?

Wcześniej wypatrzona przeze mnie ma mapach Google restauracja była zamknięta na cztery spusty – chyba cała rodzina pojechała na wakacje. Niedaleko znajdowała jednak Ristorante Il Castello Snc. Myślimy: jest nadzieja, może będzie kawa, może i obiad. Kawa była kiepska. Obsługa raczej średnio nami zainteresowana, bo zdaje się przynajmniej część lokalu została zarezerwowana przez grupę gości (wskazywały na to przygotowania). Kiedy przed obiadem zapytaliśmy o coś do jedzenia poza ciastem czy rogalikiem do kawy, stwierdzili, że nie mają. OK, inna kultura, śniadanie na słodko. Kiedy jednak poszłam do toalety, trochę się zdziwiłam, bo okazało się, że to dziura w podłodze i generalnie należy robić, co się ma do zrobienia, w pozycji „na Małysza”. A gdy trafiliśmy do innej knajpy na piwo – z bardzo miłą obsługą, ale nazwy niestety nie pamiętam, a na mapach Google jej nie ma – potwierdziło się, że dziura w podłodze to chyba tamtejszy standard.

Dorio: nocleg – tak, restauracje – nie

Kiedy już doczekaliśmy do 15.30, przekonaliśmy się, że było na co czekać. Villa Cristina to bardzo sympatyczne miejsce, spory, ale przytulny dom położony na zboczu wzniesienia. W dodatku dostaliśmy dwa pokoje choć zamawialiśmy jeden dla całej trójki. Należał do nich wspólny balkon z oszałamiającym widokiem na jezioro Como. Spaliśmy na piętrze, na dole była kuchnia połączona z salonem. Połowa domu należała do nas. I wszędzie działało WiFi…

Właścicielka lokum była bardzo sympatyczna, niezwykle rozmowna. Władała językiem włoskim (wiadomo) i niemieckim. Na szczęście ten drugi zna Agnieszka, więc nie skończyło się tylko na potakiwaniu, dialog też był możliwy. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że z restauracjami w naszym sąsiedztwie nie jest najlepiej. W odległości spaceru – oprócz tej, do której się już zraziliśmy – nie było żadnej. Dzięki pani Cristinie namierzyliśmy więc centrum handlowe. Plan mieliśmy jasny: zjeść coś, kupić wino i przekąski na wieczór. W jednym miejscu. Bo skoro nie dane nam delektować się kolacją we włoskiej trattorii, to nic się niej stało, mamy przecież balkon z pięknym widokiem.

Jezioro Como (fot. autowyprawa.pl)
Jezioro Como (fot. autowyprawa.pl)

Nie będę przynudzać i powiem wprost: w przygodnej jadłodajni w centrum handlowym dostaliśmy makaron z drobinkami łososia oraz jakimś sosem. Sami zrobilibyśmy pewnie coś smaczniejszego, ale byliśmy głodni i zmęczeni.

Jezioro Como. Czy tam wrócimy?

Wieczór natomiast był wspaniały. Wino i jezioro Como stanowiły wyjątkową kompozycję. A poranek? To była poezja. Cristina zaserwowała nam ser produkowany w Alpach, z mleka tamtejszych krów (może nawet mijaliśmy którąś po drodze), własnoręcznie pieczony chleb, wspaniałe małe pomidorki z oliwą i ziołami, smakowitą wędlinę, pyszną kawę…

A potem ruszyliśmy w dalszą podróż wzdłuż tego pięknego jeziora. Czy chcielibyśmy nad nie wrócić? Nie wiem. Choć mam pewien niedosyt. Co chciałabym zobaczyć nad Como, a nie zobaczyłam – w którymś z kolejnych wpisów.

Jezioro Como (autowyprawa.pl)
Jezioro Como (autowyprawa.pl)
Polub nas na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *