Polska – Portugalia samochodem: kulinarny plan, część I

Mieszkanie w Lizbonie zarezerwowane, więc można planować. Znów jedziemy do Portugalii, choć w tej opcji skorzystamy częściowo z planu francusko-włoskiego. Żeby się nie powtarzać, skupię się na kulinarnych aspektach wyprawy, której wstępny plan już mamy. Dziś droga do Lizbony, czyli kuchnia francuska i hiszpańska.

Strasburg

Pierwszy przystanek. Planujemy spędzić tam dwa dni, więc na pewno spróbujemy kilku specjałów. Już pisałam, że Dominik ma w planach skosztowanie baeckeoffe, czyli gulaszu z różnych mięs z warzywami i winem. Ja większe nadzieje wiążę z flammekueche, czyli alzacką pizzą na chlebowym cieście, wypiekaną w piecu. W ramach farszu mogą być ślimaki, choć tradycyjnie jest to boczek. Jeśli najdzie nas ochota na drób – coq au riesling powinien dać radę. Kurczak w winie jednak dietetyczny nie będzie, zwłaszcza że do przyrządzenia używa się masła i śmietany. Strasburskie kiełbaski i spaetzle, czyli kładzione kluseczki, dopełnią obrazu – alzacka kuchnia nie jest dietetyczna. Ślimaki po alzacku? Podaje się z masłem ziołowo-czosnkowym. Kupowałam takie ślimaki w popularnym sklepie, ale mrożone. Liczę na świeże 🙂

Baeckeoffe
Baeckeoffe. Autor tego zdjęcia napisał: Wygląda dziwnie, ale jest bardzo smaczne (fot.: francois schnell / flickr.com / CC BY 2.0)

Orelan lub…

Podobno mieszkańcy Orleanu na kolację jeżdżą do Paryża, a wszystkie knajpki, w których wieczorem można coś jeść, skupiają się przy jednej ulicy. Przynajmniej po rozbuchanym kulinarnie Starsburgu nasz żołądki trochę odpoczną :).

Warte grzechu w Orleania są czekoladki. I wina. I armagnac. I podobno baskijska gruszkówka jest tam popularna. Więc kilka smaków, w tym nowych, z Orleanu przywieziemy.

…Lyon*

Kulinarna stolica Francji. Jeśli zostaniemy tu (na jedną noc), trzeba będzie wybrać mądrze. A jest z czego: kiełbasa w cieście, kiełbaski z pistacją, knedle ze szczupaka… Nazwanie tego ostatniego knedlem to pewne nadużycie, choć quenelle (nazwa potrawy) pochodzi od niemieckiego knödel. Oświecono mnie w tej sprawie TUTAJ, jak i w tej, że tę dużą kluchę z mięsem szczupaczym można zafarbować na czarno atramentem z mątwy i tak podawać. Co jeszcze?  Puree ziemniaczane z ogonem wołowym, bardzo tam cenionym; żabie udka (a jakże); kardy (rodzaj karczochów – we „Francuskich wędrówkach Julie” był przepis na zapiekankę z kardami i szpikiem kostnym); wreszcie tablier de sapeur , „fartuch strażaka”, czyli podsmażane flaczki. Najedzeni? To jedziemy dalej.

quenelle
Quenelle (fot. Fryke27 / wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Vezac

Tu będziemy oglądać bukszpanowe ogrody Château de Marqueyssac. Bukszpanu raczej jeść się nie da, ale liczymy na znalezienie miłej knajpki z dobrym, a może wręcz zaskakującym jedzeniem. Tak jak w Mollans-Sur-Ouvèze, przed dwoma laty, gdzie piliśmy pastis, jedliśmy lokalne wędliny, a danie główne pochodziło z kuchni marokańskiej, bo mąż właścicielki knajpki przyjechał do Francji z Maroka właśnie.

Saragossa

I wjeżdżamy do Hiszpanii, raju dla łasuchów. Nie wiem, czy to nasze szczęście, czy specyfika tego kraju, ale za każdym razem dostawaliśmy tyle jedzenie, że jedną porcją można było opędzić dwie osoby. Chociaż nie jadam jak wróbelek – wręcz przeciwnie – nie raz i nie dwa zdarzyło mi się skapitulować przed pełnym talerzem i zostawić potrawę niedojedzoną.

Jeśli założymy, że nie chcemy tu wydać na jedzenie zbyt wiele euro, najlepiej po porady udać się do polskiej studentki, która w Saragossie mieszkała w ramach Erazmusa – poleca tapasy, burgery, a przede wszystkim miejsca, w których można tanio i dobrze zjeść, w tym w opcji ‚jesz i pijesz ile chcesz’. A że nie chcę przepisywać tego, co już ktoś raz napisał, odsyłam Was TUTAJ.

tapas
Ślinka trochę jakby ciekła… (fot. pixabay.com)

Urda

To w zasadzie stały punkt naszej wycieczki, już przeze mnie opisywany – SZCZEGÓŁY. W naszej miejscówce Casa Rural Los Laureles karmią wyśmienicie – śniadanie (oczywiście na słodko) składa się m.in. z wypiekanych na miejscu ciastek, marmolad, pysznej kawy, a po tym, jak – także w ramach śniadania – spróbowaliśmy tam fig z drzewa przy domu, już żadne inne nie będą nam dobrze smakować… Właśnie u naszych gospodarzy z Urdy spróbowaliśmy też lokalnego wina consaburum, które jest po prostu przepyszne; nam smakuje zwłaszcza białe. Consaburum to pierwotna nazwa Consuegry, pobliskiego miasteczka słynącego z wiatraków, które są uznawane za największy tutejszy skarb. Naszym zdaniem wino consaburum powinno być co najmniej tak samo słynne 😉

*Na razie mamy zarezerwowany nocleg w Orleanie, ale jeśli znajdę jakąś niedrogą ofertę w Lyonie – będzie zmiana planu

Polub nas na FB
www.facebook.com/autowyprawa/
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.